Kobieta i mężczyzna


Obserwuję w mediach polityczną dyskusję między kobietą i mężczyzną. Mają oni inne poglądy i zajmują wysokie stanowiska.
Mimo bycia w dwóch rożnych obozach,  pięknie obok siebie wyglądają –  on w swojej męskości, ona w swojej kobiecości. Jednak ten początkowy obraz, to ujęcie „zgodnego razem”, szybko się rozmywa.


Kobieta od pierwszych słów startuje w złości. Ciało podskakuje, ręce, głos – wszystko w ataku. Nie wiem, o co chodzi, bo tak bardzo krzyczy i słyszę w tym jej krzyku, że wybrzmiewa w niej głos tak wielu kobiet. I ileż tam emocji przeniesionych. Znam ten język kobiecych nadpretensji, nadwypominania, nadrozliczania. Tego jest ZA DUŻO. Gdy czegoś jest ZA DUŻO, to nie jest nasze, a przejęte od innych.


Mężczyzna nie daje zaprosić się do ataku. O … myślę z niedowierzaniem, czyżby to komunikacja bez przemocy ? W męskim wydaniu? Moje poczucie lojalności do kobiet i mój wewnętrzny czujny detektyw już wysyłają sygnał… a może on gra? Obserwuję dalej. No nie. No nie gra !!! No, nie. Nie mogę się doczepić ! I ufam sobie w tym odczuwaniu pola informacji.


Jestem w poruszeniu. Coraz bardziej zainteresowana obserwuję, jak mężczyzna spokojnie, rzeczowo odpowiada, dopytuje i nie zaognia. I widzę, jaką ma w tym godność jego męskie, które nie niszczy kobiecego. Tak, trzeba przyznać – ogarnia sytuację. Wytrzymuje na wizji te kobiece emocje, żale, wypominanie, co zrobił nie tak, co mógł zrobić inaczej.

Ta kobieta. Za kogo ona tak walczy ? Co ją tak pochwyciło ? Ona tam siedzi i zaciska pięści i cała w takim niepokoju. Kobieta nie czuje, nie widzi, że tam nie ma i nie będzie kontrataku. Najwyraźniej on jej kogoś przypomina, taka się robi walcząca. Patrzę na nią. Ile ona na siebie wzięła nie swojego w tej swojej misji.

Jak ja to dobrze znam sobą. Bardzo dobrze to znam. I wiele kobiet też zna. Takie codzienne przeniesienia… To wtedy, kiedy patrzymy na jakiegoś mężczyznę, a tam za nim, na poziomie nieświadomym, widzimy innych. Jakby obrazy z kiedyś, pełne bólu i kobiecego poniżenia, połączyły się i rozmyły, niejawnie domagały się tej walki. Najlepiej przy publiczności.
Teraz Ja wymierzę sprawiedliwość. Teraz Ja go poniżę.

Porusza mnie ta walcząca kobiecość. Porusza mnie coraz bardziej ta wielopokoleniowa walka i kobiet, i mężczyzn.


W rodach.
W pracy.
W polityce.
Na ulicach.
Przy rodzinnym stole.
W małżeńskim łożu.

Dowalę jak na ringu!
Wbiję szpilę!
Już mogę!
Tyle lat nie mogłam!
One nie mogły!
Nasze mamy nie mogły!
Nasze babcie, prababcie, ukochane ciocie nie mogły!

Ja dla was chętnie!

Jak długo jeszcze?


Uff…
Skończyli.
Słyszę w sobie:
KOBIETO, SPOCZNIJ !
WYSTARCZY.
Czas na odpoczynek po walce.
I na meliskę.