
Są słowa, które natychmiast uruchamiają w nas wyobrażenia, iluzje, marzenia przyjęte przez ogół. Takim słowem jest MAMA.
Gdy słyszymy to słowo, od razu chcemy, myślimy, domagamy się, że ma być dobra. Jedyna, cudowna, wyjątkowa, zawsze chroniąca, zawsze wiedząca, zawsze kochająca, zawsze cudowna, zawsze uśmiechnięta jak słoneczko. To ZAWSZE jest dziecięcym widzeniem świata. Jest niemożliwe, ale dziecko chce wierzyć w niezmienność świata i nie akceptuje tego, że wszystko w życiu zmienia się i mama też jest/bywa zmienna.
Mama, mamusia jest marzeniem, jest czuciem z serca małego dziecka. Jest to obraz jakże często utrwalany w wierszach, piosenkach. Taka mama jest jak z laurki. Idealna. Tak, to zrozumiałe i jak najbardziej właściwe, że dziecko chce mieć taką mamę. Dziecko…
Dziecko może idealizować mamę, ale dorosły już nie. Dlaczego? Ponieważ idealizacja mamy przez dorosłą córkę lub syna to wykluczenie prawdy o mamie. Kogo wtedy kochamy? Kochamy tylko wymyślony, sztuczny obraz mamy.
Kiedy dorośli opowiadają tylko dobrze o mamie, wynosząc ją ponad niebiosa, najczęściej oznacza to, że wyparli wszystko, co było dla nich za trudne. Opowieści takie bywają zasłoną i chronią przed bolesną konfrontacją z prawdą. Często zachowują się tak dorośli z dysfunkcyjnych domów. Niestety przez takie patrzenie, uniemożliwiają sobie jasne, klarowne nazywanie prawdy. Nie mając odwagi patrzeć na to, co było trudne i nie mając też tak potrzebnej dorosłym świadomości rozróżniającej, powielają niekorzystne, nienazwane wzorce rodzinne. Otwarcie się na prawdę, to też otwarcie się na trudne lekcje od tej najbliższej osoby.
Podczas pracy terapeutycznej ważne jest nazywanie rzeczy po imieniu: „Bolało, kiedy mnie biła”, „Wstydziłam się/ wstydziłem się, kiedy krzyczała”. Tak możemy wreszcie zmieniać niekorzystne wzorce rodowe, postępować już inaczej z naszymi dziećmi i wnukami, czyli wyciągnąć wnioski z trudnych lekcji. I nie zachęcam tutaj do przejścia na drugą stronę, czyli tylko demonizowania mamy, ciągłych skarg, pretensji, ale do prawdy o niej jako prawdy o drugim człowieku… bo pojednania i spokój w sercu możliwe są tylko w prawdzie, a nie w kłamstwie.